Tak było

Świąteczny koncert
Świąteczny koncert

Już po raz dziesiąty Rada i Zarząd Dzielnicy Śródmieście miały przyjemność zaprosić mieszkańców dzielnicy na wyjątkowy świąteczny koncert, który odbył się 9 grudnia 2018 w Teatrze Syrena przy ul. Litewskiej 3.   

więcej::.
Śródmieście gra dla życia
Śródmieście gra dla życia

30 czerwca 2018 r. w Klubie Palladium odbył się koncert finałowy dziesiątej, jubileuszowej edycji akcji „Śródmieście gra dla życia”, podczas której wraz z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa zebraliśmy 800 litrów krwi.

więcej::.
Dzień Pamięci Starówki
Dzień Pamięci Starówki

Złożenie kwiatów i zapalenie zniczy w miejscach pamięci, wysłuchanie wspomnień uczestników Powstania Warszawskiego, uroczystość przy głazie znajdującym się przy ul. Kilińskiego, a także muzyczne widowisko pt. "Tu Polska" - tak razem z mieszkańcami śródmieścia już po raz 26. obchodziliśmy Dzień Pamięci Starówki, przypadający co roku 13 sierpnia.

więcej::.

Ida Pierelotkin

Ida Pierelotkin

Ida Pierelotkin (pseudonim artystyczny) jest pisarką. W 2010 r. otrzymała roczne stypendium artystyczne Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy, w ramach którego powstała powieść dla młodzieży osadzona w realiach Śródmieścia.


 

 

Używa Pani pseudonimu artystycznego Ida Pierelotkin. To snobizm?
Nie. To jest panieńskie nazwisko mojej mamy. Piszę pod pseudonimem, ponieważ moje nazwisko pojawiało się już w literaturze. Zależy mi na tym, żeby zapracować na własną markę i uciąć spekulacje o wykorzystywaniu przeze mnie znanego nazwiska. Moi koledzy muzycy, których rodzice są znani, cierpią na straszliwe kompleksy, utratę tożsamości twórczej, a ja chcę sobie zaoszczędzić takich wątpliwości.


Obudziła się Pani pewnego dnia z myślą: „Napiszę książkę”?
Szczerze mówiąc, już od dawna planowałam w ten sposób swoją przyszłość, ale bardzo długo odkładałam pisanie. Nawet się ze mnie wyśmiewano, że jestem ślamazarna. Obwieszczałam, jak to napiszę książkę dla dzieci, a wcale tego nie robiłam. Poszłam na studia polonistyczne, które bardzo człowieka zniechęcają do pisania. Tam obcuje się z mistrzowskimi tekstami i rozbiera je na części pierwsze. To bardziej zasiewa zwątpienie we własne siły, niż przydaje jakiejś mocy. Zrezygnowałam i wylądowałam na zootechnice...


„Wylądowałam” brzmi jak przymus.
Nie, nie poszłam tam na siłę. Zawsze miałam mało praktyczną zbitkę zainteresowań – biologię i język polski. Gdybym powiązała język polski z historią albo biologię z chemią, to byłoby mi łatwiej. Opcja ze studiowaniem zootechniki była błędem. Okazało się, że jednak studia z przedmiotami ścisłymi, które po prostu mnie przerosły, wyglądają zupełnie inaczej niż humanistyczne. Zootechnika to na pewno świetny wydział, ale jak zobaczyłam podczas immatrykulacji głowy baranów i krów na profesorskich łańcuchach, co było zresztą bardzo zabawne, to naprawdę poczułam, że to była pochopna decyzja.


Dwie nietrafne decyzje, ale z pisania Pani nie zrezygnowała. Świadczą o tym już dwie wydane książki i kolejne dwie czekające na wydawcę. Niezły wynik jak na młodą pisarkę.
Przed trzydziestką, to jeszcze podobno młoda...


Co to za książki?
Pierwszą moją książkę „Ala Betka” wydałam dzięki zwycięstwu w I Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren na książkę dla dzieci, który organizuje Fundacja „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”. To był przełomowy moment, ponieważ dopiero później przekonałam się, że wcale nie jest łatwo wydać książkę. Wygrana bardzo mnie ucieszyła i dodała śmiałości. Później dostała nagrodę pisma „Guliwer” za debiut. W styczniu ukazała się moja powieść dla nastolatków „Pepa nie świruj!”. Na wydanie czeka baśniowa powieść dla dzieci „Złodzieje serc” oraz poemat dygresyjny „Trutuś” zilustrowany przez Paulinę Pankiewicz. Tuż po wydaniu „Ali Betki” odezwał się do mnie przez wydawnictwo Jacek Bławut z propozycją zrobienia kukiełkowego serialu animowanego dla dzieci według mojego scenariusza. Będziemy się starać, żeby ten serial był tradycyjny, delikatny, z humorem. Nie boimy się baśniowości, która wydaje się staroświecka. Mówi się, że dzieci są teraz mniej tkliwe i czułe, dlatego chcemy stanąć w opozycji do zalewu współczesnych (często agresywnych) produkcji. Do końca marca muszę dostarczyć scenariusze pierwszych odcinków.


Mówi Pani o tradycyjnych wartościach i klasycznej formie odnośnie pisania książek dla dzieci, ale w projekcie stypendialnym pojawi się sporo elementów fantastyki. Czy nie obawia się Pani porównań z J. K. Rowling?
Były takie porównania, ale nie boję się ich, ponieważ piszę po swojemu, trochę staroświecko, więc inaczej niż J. K. Rowling. Harry Potter miał już swoich poprzedników i naśladowców - ja tak na siebie nie parzę. Poza tym nigdy nie czytałam Harry’ego Pottera.


Na czym polega ta staroświeckość?
To wpływ Edmunda Niziurskiego, Zbigniewa Nienackiego, Kornela Makuszyńskiego itp., czyli tej starej szkoły, na której się wychowałam. U nich warstwa wychowawcza i edukacyjna jest podana w atrakcyjnej dla młodego czytelnika formie. Harry’ego Pottera krytykuje się za pustą rozrywkowość bazującą na wymieszaniu sygnałów z filozofii, nurtu New Age, magii i okultyzmu. Ja natomiast czuję patronat „Fundacji ABC”, która kładzie nacisk na wychowanie przez czytanie i staram się, aby moje książki zawierały walor wychowawczy i proponowały tradycyjne wartości moralne, o ile ma to rację bytu w dzisiejszym płynnym świecie.


Grupa, do której kieruje Pani swoje książki, to wymagający czytelnicy, łatwo wyczuwają fałsz. Jak zatem chce pani wychowywać i jednocześnie uniknąć fałszu?
Przy ostatniej książce „Pepa nie świruj!”, wcielając się w nastolatkę-narratorkę, sądziłam, że będzie to trudniejsze. Podszywanie się pod dziecko i dziecięce postrzeganie świata to też jest jakaś wolność i można być w tym bardziej szczerym, niż się wydaje. Zastanawiam się, czy pisząc dla dzieci nie powinnam pisać z pozycji rodzica, którym przecież nie jestem. Uparłam się pisać z perspektywy odbiorcy, być może jest to mój sposób na życie, może nie chcę dorosnąć.


Dlaczego chce Pani uczynić Warszawę i jej ścisłe centrum jednym z bohaterów?
Jest coś charakterystycznego w teraźniejszej Warszawie. Ludzie, którzy pierwszy raz ją widzą, mówią, że jest chaotyczna i przez swój zamęt brzydka. Jest coś dziwacznego w jej klimacie. Ten dziwny, niepozbierany i niekonkretny klimat chcę przekazać w książce. Dla mnie Warszawa jest ładna i mam dla niej szczególną miłość. Nie wiem, jak młodzi ludzie na to patrzą. Chciałabym ich uwrażliwić i „usentymentalnić” na dziwactwa warszawskie. Nawet na charakterystyczną obskurność. Chcę to złapać teraz, bo za rok, za dwa już będzie inna.


Jakie ma Pani plany na czas trwania stypendium?
Muszę oczywiście wywiązać się z napisania książki w ramach stypendium. Oprócz tego mam pomysł na krótszą książkę dla dzieci. Mam też wrażenie, że powinnam napisać coś dla dorosłych. Chcę się sprawdzić w innym gatunku, ponieważ nie wszystko da się zakląć w dziecięce historie.

 









RODO

© 2010-2018 Wydział Kultury i Promocji dla Dzielnicy Śródmieście Urzędu m.st. Warszawy
Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt & cms: www.zaler.pl