Tak było

Śródmieście gra dla życia
Śródmieście gra dla życia

30 czerwca 2018 r. w Klubie Palladium odbył się koncert finałowy dziesiątej, jubileuszowej edycji akcji „Śródmieście gra dla życia”, podczas której wraz z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa zebraliśmy 800 litrów krwi.

więcej::.
Świąteczny koncert
Świąteczny koncert

Już po raz dziewiąty Rada i Zarząd Dzielnicy Śródmieście miały przyjemność zaprosić mieszkańców dzielnicy na wyjątkowy świąteczny koncert, który odbył się 10 grudnia 2017 w Teatrze Syrena przy ul. Litewskiej 3.      

więcej::.
Dzień Pamięci Starówki
Dzień Pamięci Starówki

Złożenie kwiatów i zapalenie zniczy w miejscach pamięci, wysłuchanie wspomnień uczestników Powstania Warszawskiego, uroczystość przy głazie znajdującym się przy ul. Kilińskiego, a także muzyczne widowisko pt. "Tu Polska" - tak razem z mieszkańcami śródmieścia już po raz 26. obchodziliśmy Dzień Pamięci Starówki, przypadający co roku 13 sierpnia.

więcej::.

Zofia Gramz

Zofia Gramz

"Zastawię na widza pułapkę". Rozmowa z Zofią Gramz, laureatką rocznego stypendium artystycznego Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy, w ramach którego powstał film animowany o Śródmieściu.


 

 

Skończyłaś na Akademii Sztuk Pięknych Wydział Rzeźby, a efektem projektu stypendialnego będzie film i grafika. Może się wydawać, że od rzeźby do filmu jest daleko. Tobie nie było?
Wydział Rzeźby wydał mi się najbardziej wszechstronnym kierunkiem, ponieważ pierwszym miejscem, do którego trafiłam, była pracownia rysunku prof. Zofii Glazer-Rudzińskiej. Poczułam się tam świetnie i tam chciałam studiować. W tej pracowni odbywały się zajęcia przygotowawcze i o wyborze studiów zadecydowało miejsce konkretne, a nie abstrakcyjny kierunek. Zaczynałam od Wydziału Malarstwa, na samym początku starałam się dostać na grafikę, ale z czasem zobaczyłam, że na grafice jest mało rzeźby. Na malarstwie jest głównie malarstwo i strukturalne rzeczy, natomiast na rzeźbie są wszystkie dziedziny. Można się uczyć rysunku, rzeźby, filmu. Miałam taką swobodę, że nie byłam uwięziona na jakimś kierunku przez pięć lat, tylko mogłam się poczuć swobodnie i móc eksperymentować z rożnymi technikami. Będąc na rzeźbie, chodziłam nawet na zajęcia z grafiki warsztatowej na grafice. Można się zapisać do wszystkich pracowni na wszystkich wydziałach, co nie znaczy, że za wszystkie dostaje się oceny, które liczą się do średniej. Dla mnie najważniejszy zawsze był rysunek, a bardzo podobało mi się na rzeźbie przez to, że tak wiele różnych rzeczy można tam robić, no i jaka tam panuje też atmosfera. To jest bardzo mały wydział, wszyscy się znają i siedzą przez osiem godzin w jednym miejscu. I to jest świetne. Jest swoboda, przy czym człowiek uczy się mnóstwa rzeczy, wielu technik.

I z tej wielości powstała potrzeba twórcza zorientowana na film?
Z potrzeby twórczej rysuję i robię filmy, nie uważam, że będę robiła do końca życia tylko i wyłącznie to. To jest taki płodozmian. Po szkole, w której trzeba było robić rzeczy podyktowane przez kogoś, w której się jest ściśle prowadzonym i korygowanym, pojawia się potrzeba oddechu, robienia czegoś swojego. Dlatego po studiach na dwa lata odpoczęłam od filmu. Po czasie, przez to, że miałam głównie wystawy z rysunku, wróciłam do tego filmu, bo stwierdziłam, że to jest świetne, to stawia opór. A tego oporu było mi trzeba. Ja się kieruję takimi wyzwaniami, tym czego potrzebuję, nie kalkuluję, co jest chodliwe, może kiedyś stwierdzę, że trzeba marketingowo pomyśleć. Uważam, że życie to jakiś proces. Nie chcę być taką wizytówką mówiącą, że ta osoba robi to, a ta to. Tak jest łatwiej odbiorcom kogoś zaszufladkować.

Dwuletni epizod z rysunkiem, dla mnie dość osobliwym.
Rysowałam głównie tuszem na papierze.

Te postacie są wykoślawione, czarne, ciężkie. Ty za to wyglądasz na osobę łagodną i radosną. Nie podejrzewam, żebyś była mroczna czy smutna.
A dla mnie właśnie są lekkie (śmiech).

Owszem, widać w nich humor, one są na swój sposób karykaturalne, ale jednocześnie to jakieś potworki. Są jak wyciągnięte ze snu wariata, jak pijackie majaki.
To jest tak, że taki rysunek stwarza praktycznie zerowy opór techniczny – jest po prostu myśleniem w procesie dla mnie. W związku z tym rysując mogę uprawiać trzecią dziedzinę myślenia – takie śnienie przez robienie.

Bezpośredni przekład myśli na coś, co powstaje.
Tak i sen to jakby jest jedna rzeczywistość, myślenie werbalne to jest inna rzeczywistość, myślenie skojarzeniowe, obrazowe to kolejna i jest jeszcze coś właśnie takiego, co dzieje się w procesie rysowania. To jest jeszcze dodatkowa możliwość myślenia. Przede wszystkim jest to dla mnie przyjemne, nie wiem, czy rozwijające, ale dające upust jakiejś części, z której sobie nie zdaję sprawy.

Te rysunki trochę wyglądają jak wypuszczone z podświadomości.
Bo to trochę jest podświadomość, ale to nie jest senna podświadomość. Nie do końca jest podświadomością, bo ja to kontroluję. To tak jak improwizacja, żeby móc improwizować nie można nic nie umieć. Oczywiście to, że dziesięć lat uczyłam się rysunku, nie pozostało bez wpływu, to jest jakiś mój warsztat, ale swoboda pozostaje i zawsze jest fajną rzeczą.

W większości swoich filmów występujesz ty sama. Ciężko jest kogoś zaangażować, czy też jesteś na etapie twórczym zwrócenia się i wyczerpania tematu siebie, żeby móc zająć się tematami innymi?
Jest coś w tym, że to jest próba uporania się ze sobą, ale też inaczej człowiek myśli, czuje i zachowuje się w towarzystwie, a inaczej w samotności. Pewien rodzaj skupienia osiągalny jest dla mnie tylko i wyłącznie w samotności. To nie znaczy, że przedkładam go nad inne formy współpracy czy pracy, natomiast jestem nieśmiała itd. i jest mi łatwiej wydobyć z siebie cokolwiek, gdy nikt nie widzi, nie słyszy.

Jest to w jakimś stopniu terapia. Pracując na sobie i pokazując efekty, przełamujesz nieśmiałość, może nie bezpośrednio, ale jednak.
Właśnie nie bezpośrednio. Mam pewnego rodzaju stres. Mogłabym się wstydzić tego co robię, ale wydaje mi się, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która wikła się w swoich ironiach, strachach. Moja obecność w tych filmach wynika po części z tego, że robię je też trochę na zasadzie improwizacji. Uczę się, żeby to narzędzie stało się na tyle przezroczyste, żebym mogła sobie na tym improwizować w pełni.

Film ma być animacją.
Będzie to taki ruchomy kolaż, tzn. zdjęcia robione cyfrowo wrzucane do programu, dzięki któremu można wpisywać ruch w specjalne trajektorie. Te zdjęcia mają się tak ruszać, w ten sposób trochę naśladując metodę poklatkową animacji Lenicy, Borowczyka, Gilliama. To będzie jedna część. Druga będzie robiona poklatkowo, to rzeczy które będę chciała bardziej kontrolować. Płaskorzeźbę plastelinową fotografowaną z góry, którą można wyciąć i ruszać osobno, zanimuję poklatkowo. Chciałabym, żeby technika nie wyparła przekazu. Żeby przekaz nie ugrzązł w tych technicznych rozwiązaniach i różnorodności.

Co masz na myśli, mówiąc przekaz?
Chciałabym, żeby się ujawnił ten sam proces myślenia, jak w przypadku rysunków. Dostrzeganie ironicznych, zabawnych aspektów, nad którymi przechodzi się do porządku dziennego. Chcę na przykład umieścić postacie syrenki i orła białego. I jakby się tak dobrze zastanowić, orzeł to jest ptak, który żywi się drobnymi stworzeniami… Jeżeli wdrożyć go w akcję i stworzyć z niego postać, to przestaje być taki biały i pompatyczny. Tak samo z syrenką. Właściwie postać syrenki jest już zupełnie dziwna. Bo jakby analizując samą jej fizjonomię i jej możliwości poruszania się, to zaczyna być ciężko… (śmiech). Zabawa symboliką, symbolami, znaczeniami pewnych przedmiotów, rzeczy.

Będzie jakaś fabuła czy skłaniasz się ku abstrakcji?
To jest to, nad czym teraz pracuję i w tej chwili nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć, bo staram się odfabularyzować wszystkie swoje pomysły. Właśnie tutaj wkrada się element, którego ja nie chcę, chodzi mi o konieczność planowania z góry tego, co się zrobi. Pisanie scenariusza powoduje to, że fikcja obrazowa staje się fikcją literacką. Coś, co brzmi świetnie w dowcipie słownym czy jakimś obrazowaniu werbalnym, może być zupełnie fatalne przy realizacji. W tej chwili pracuję głównie nad tym, żeby wypróbować swoje pomysły.

Z opisu projektu wynika, że będzie to wędrówka po Śródmieściu.
Nie będę dawała oczywistych plenerów miejskich, to będą fragmenty charakterystyczne, sugerujące, że to jest Śródmieście, ale wmontowane w zupełnie abstrakcyjną przestrzeń.

Nasuwa się skojarzenie z „Labiryntem” Lenicy przez podobieństwo formy i tematu.
W inspirowaniu się Lenicą myślałam raczej o formie. Ja chcę stworzyć oniryzm innego rodzaju. Nie chodzi mi o to, żeby zza każdego rogu wyłaniał się potwor. Chcę pokazać, że jakieś rzeczy pewnie zachowują się nie tak, jak jesteśmy przyzwyczajeni, że się zachowują. Wolałabym się bawić tym co jest, niż stwarzać jakieś światy, nie dorabiać czegoś, czego nie ma, a raczej ukazywać coś, czego można nie zauważyć. Jakieś skojarzenie, zlepienie dwóch rzeczy, które dają dodatkowy sens. Też nie chodzi mi o to, że ktoś leci na skrzydłach, wszystko się rozmywa i na tym ma polegać oniryczność. Bardziej chodzi mi o paradoksy.

Zapytam przewrotnie. Dlaczego warto obejrzeć ten film i dlaczego warto go zrobić?
Dlatego, że sam film ma w sobie coś, co przyciąga i budzi pozytywne skojarzenia, jest czymś, co ludzie lubią…

Lubią jako medium, ale mogą być zaskoczeni…
Zostaną przyciągnięci kolorowym, ruchomym obrazkiem, miło się nastawiają, a co tam sobie zobaczą, to już jest inna sprawa…

Chodzi o dowolność w interpretacji?
Mnie chodzi o to, żeby nie zrobić rzeczy, którą zwykły człowiek minie ze wstrętem. Często sztuka współczesna jest po prostu na pierwszy rzut oka niestrawna dla kogoś, kto nie ma o niej zielonego pojęcia i nie będzie miał cierpliwości. Chodzi o to, żeby zastawić na widza swego rodzaju pułapkę. Pytanie tylko czy ja z kolei nie wpadnę w pułapkę takiej nadmiernej przystępności, łopatologii. To są w tej chwili moje główne dylematy. Też nie przewiduję do końca, jaki będzie odbiór tego, co robię. Zupełnie jak z moimi rysunkami. Kiedyś pewna pani zapytała, czy robię też takie same, ale dla dzieci. Powiedziałam, że nie – to znaczy, że dla jednych moje rysunki są straszne, a dla innych mają formę ilustracji książki dla dzieci. Chciałabym zrobić coś, co jest niby ładne, ale co w treści ma kilka warstw.

Wspomniałaś o sztuce współczesnej. Jaką sztukę lubisz, cenisz?
Trafiła do mnie mocno na przykład wystawa Anette Messager w Zachęcie. Zachwyciła mnie ruchoma płachta w postaci jakiegoś gigantycznego potwora, w środku którego były poustawiane dziwne rzeczy, a do środka było wpuszczane powietrze. Dla mnie to jest właśnie takie idealne zapanowanie nad materią, takie czarodziejstwo. Bardzo lubię to w sztuce i mam nadzieję, że mnie samej kiedyś uda się zrobić coś, co będzie magią. Najbardziej cenię artystów, którzy powodują, że ja w obcowaniu z ich dziełem mam wrażenie, że ktoś robi czary mary, zaczarowuje przestrzeń wokół mnie, a ja się przenoszę do innego świata. I to jest rzeczywiście argument, który przekonuje mnie do pracy. Czasami przychodzi taki moment w życiu, że człowiek musi się zastanawiać, czy w ogóle jest jakiś sens w sztuce, czy to jest komukolwiek potrzebne, ale dla mnie właśnie na przykład pójście do galerii to jest jak 5D! To jest podróż i właśnie tego szukam.

Często odnajdujesz sztukę, która potrafi tobą zawładnąć.
Na pewno zawsze jestem oczarowana pracami Pipilotti Rist, mimo że jak się dobrze przyjrzeć, one są dosyć nachalnie feministyczne, natomiast jeżeli chodzi o ich zdolność czarowania, to jest to po prostu coś niesamowitego.

Gdzie planujesz pokaz filmu i zaczarowanie widzów?
Myślałam o miejscu „znalezionym”, chwilowym pustostanie, piwnicy, albo fragmencie podwórka, które będzie powiedzmy przytulnie urządzone. Chociaż „przytulnie” to złe słowo, bardziej pasuje chyba: urządzone niby-wygodnie. Ta praca ma być pokazywana na telewizorze plazmowym w ramie obrazu. Takie mieszczańskie cacuszko.

To jakiś podstęp?
Nie chciałabym, żeby ten film bił w kogokolwiek. Ma budzić pewne sentymenty, resentymenty. To wynika tez z tego, czego mi brakuje w życiu... I nie chodzi do końca o poczucie bezpieczeństwa, ale o swego rodzaju zatrzymanie się. Pokazanie, że nie wszystko jest takie straszne, zmienne i goniące. Pokazanie, że Śródmieście jako dzielnica może być miejscem wnikliwej obserwacji i zamieszkania, a nie tylko miejscem, które się przejeżdża samochodem, przebiega w pędzie. Jak się czyta, słucha relacji z dawnej Warszawy, to wszystko było jakby bardziej lokalne. Teraz Warszawa jest dzikim zachodem, Śródmieście też. Chodzi o to, żeby je zatrzymać w takiej formie, w jakiej obecnie jest. Zatrzymać tak, żeby nie budziło niepokoju czy wstrętu, tylko tak by dało poczucie, że to jest miejsce, w którym można egzystować, żyć. Chciałabym, żeby przyszedł czas na takie uważniejsze, bardziej wnikliwe życie. Nie wszystko musi być cięciem noża, nie musi być drastyczne, nie wszystko musi być krzykiem. Pewne rzeczy są dostrzegalne jak się je kontempluje. Chcę pokazać coś, co jest wynikiem kontemplacji jakiegoś miejsca przeze mnie, kontemplacji wyglądów, symboli, obrazów, które mnie otaczają.

 

Zofia Gramz – ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie na Wydziale Rzeźby. Swoje prace prezentowała na wystawie indywidualnej „Lifemotiv” w Galerii Happen Transfer – Warszawa 2008 r. oraz na wystawach zbiorowych „Budapest Art Fair” – Happen Transfer, Budapeszt 2010 r., „Lato w mieście” w Galerii Klimy Boheńskiej – Warszawa 2009 r., „Warianty, Pracownia Kowalskiego2006/2007” w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta – Warszawa 2007 r. Mówi o sobie, że posiada śródmiejską tożsamość, najsilniej związana jest z tym warszawskim, ale od dziecka mieszkała również w śródmieściach innych miast. Jest na wskroś przesiąknięta obrazami i specyfiką okolic (mieszka przy ul. Śniadeckich). Codziennie spaceruje po dzielnicy i zna jej wszystkie rewiry. Ulice, domy, dachy widziane z okna to jej środowisko naturalne, jej mały świat. W ramach stypendium zamierza stworzyć film animowany w technice mieszanej (wektorowej i poklatkowej) – kolaż spięty techniką cyfrową. Chce stworzyć film będący rodzajem absurdalnego snu o Śródmieściu, w którym pojawią się m.in. postaci sympatycznego Orła Białego czy Syrenki Warszawskiej oraz najrozmaitsze typy ludzkie i zwierzęce, charakterystyczne dla krajobrazu ukazywanej dzielnicy. Inspiracjami przedsięwziętej formy są kolaże dadaistyczne, chiński teatr cieni, animacje Jana Lenicy, Latający Cyrk Monty Pythona, proza Bułchakowa. Suplementem do filmu będzie seria rysunków, nawiązująca do niego charakterem.

 









RODO

© 2010-2018 Wydział Kultury i Promocji dla Dzielnicy Śródmieście Urzędu m.st. Warszawy
Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt & cms: www.zaler.pl